Wyjazd nad Morze – Dziwnów
Wyjazd nad morze planowaliśmy już wcześniej i w ten piątek udało się go zrealizować. Z samego rana zapakowaliśmy foczkę i ruszyliśmy do Dziwnowa, gdzie przez wakacje dorabia wujek Przemek i ciocia Asia. Na miejscu byliśmy już po godzinie – w sumie nie spodziewałem się, że uda nam się dojechać tak szybko. Mając cały czas w pamięci nasze ostatnie przygody liczyłem na dłuższą jazdę i oczekiwanie w korkach. Na szczęście o tej porze ruch był znikomy i kolejne kilometry zostawały za nami. Na miejscu, jak to w sezonie ciężko było znaleźć wolne miejsce, do parkowania, ale po kilku minutach ‘kołowania’ udało nam się trafić miejscówkę niedaleko zejścia na plażę. Mała wciągnęła jeszcze tylko trochę mleka przed pierwszym w jej życiu spotkaniem z tak wielką wanną i po chwili byliśmy już na plaży.
Do tej pory na plaży wystarczał nam ręcznik i coś do picia, a teraz wyglądałem jak wielbłąd. Na plecach torba z kocem, ręcznikami, jedzeniem dla Martynki i sam nie wiem z czym jeszcze. Pod pachą parasol plażowy, parawan i mały namiocik, a przed sobą pchałem wózek z młodą wczasowiczką. Na szczęście był z nami szwagier, który pomógł nam rozbić małe obozowisko. Mała miała głęboko w poważaniu całą tą wielką wodę, falę i szum wiatru i po chwili udała się na popołudniową drzemkę. Iwona w tym czasie smażyła się na słońcu a ja zaliczyłem kąpiel (w sumie to dwie) w Bałtyku – woda nadspodziewanie ciepła wiec polecam. W między czasie dotarli do nas rodzice Asi, więc zrobiło się weselej.
Do domu wróciliśmy opaleni, chyba troszkę za bardzo bo skóra czerwona i piecze. Wieczorem padliśmy ze zmęczenia i poszliśmy spać razem z kurami, ale z chęcią powtórzymy taki wyjazd. Miejmy tylko nadzieję, że pogoda dopisze uda się jeszcze w tym roku.